Pierwszym, poważnym problemem jest manipulacja w mediach, sprowadzająca problemy Trzeciego Świata do problemu głodu. Watykan poparł ostatnio prace nad żywnością modyfikowaną genetycznie, uzasadniając tę decyzję możliwościami na wykarmienie Krajów Trzeciego świata. Jednak na skalę światową mamy nadprodukcję żywności, a problem leży jedynie w jej dystrybucji. Jak to jest, że największym eksporterem zboża w Afryce jest Etiopia? Ma to miejsce właśnie ze względu na problemy, których Watykan i wiele instytucji nie bierze pod uwagę. Że za produkcję i dystrybucję największej ilości żywności odpowiadają koncerny. Na genetycznie modyfikowanej żywności, tak popularnej już w Stanach, kraje uboższe najmniej skorzystały.
Kolejnym problemem są formy pomocy. Nie dociera do nas, że dostarczanie worków z ryżem, mimo że często ratuje ludziom życie, na dłuższą metę przyzwyczaja je do bierności i uzależnia od tej oto pomocy. Lepiej skupiać się nie na rozdawnictwie żywności, ale na tworzeniu warunków rozwoju, budowaniu infrastruktury i tworzeniu miejsc pracy. Ale nie miejsc pracy w zagranicznych koncernach, zaniedbujących podstawowe prawa pracownicze. Chodzi aby dawać tym krajom możliwość rozwijania własnego przemysłu i rolnictwa, albo pracy w godnych warunkach (i znowu ten fair trade :))Chodzi o to, żeby budować studnie, szkoły, dostarczać materiały do nauki. Nawet jeśli taka pomoc dostarczana jest do Krajów Trzeciego Świata, to jest ona nieporównywalnie mała do wyzysku prowadzonego przez korporacje, niszczące naturalne środowisko, eksploatujące wszelkie zasoby, z czego zysk tak naprawdę idzie do ich kieszeni.
Mówi się często o tym, że czarni są z natury leniwymi nierobami. Coś w tym jest, że mają inną mentalność. Problem w tym, że warunki afrykańskie do pewnego momentu pozwalały jedynie na prowadzenie koczowniczego trybu życia. Wszelkie działania podejmowane były nie z myślą o jutrze, tak nieprzewidywalnym, że aż nieistotnym, ale o tym co teraz. Nie budowano nic trwałego, porządnego, dlatego że w krótkim czasie może nadejść susza, gleba może się wyjałowić, zabraknie żywności dla siebie i bydła, i znowu trzeba będzie się przenosić. Planowanie nie miało najmniejszego sensu. Pozostałości po okresie koczowniczym, są obecne do dziś w mentalności wielu Afrykanów...
Konflikty między plemionami. To prawda, że są obecne nie od dziś, jednak zastanówmy się, dlaczego teraz są aż tak poważnym problemem. Przyjrzyjmy się mapie politycznej Afryki:
Większość granic, ustanowionych przez kolonizatorów, nie brała w ogóle pod uwagę rozmieszczenia danych plemion. Ciach - poodcinane jak od linijki.
Po dekolonizacji, dawne konflikty zostały nasilone nie tylko przez bezmyślnie rozmieszczone granice, ale również przez politykę krajów rozwiniętych, dążącą do wzmagania danych konfliktów, aby osłabić pozycję polityczną państwa. W dodatku można się nieźle dorobić na dostarczaniu broni do krajów Trzeciego Świata.
Konflikt Rwandyjski zaczął się tak naprawdę chłopskim powstaniem Hutu w 1959 roku. Hmm... Pomyślmy... Czy to nie aby Tutsi była społecznością bardziej świadomą i wykształconą? Czy to aby nie był okres, kiedy po Afryce przechodziła fala niepodległościowa? Czy to aby nie było na rękę Belgom, którzy podjudzali Hutu do walki, aby zyskać na czasie i osłabić Tutsi, z którymi do tej pory współpracowali (a raczej - których wykorzystywali), ale nagle stali się zbyt poważnym zagrożeniem? Kto jest dzisiaj tego świadomy? Kto jest świadomy, że konflikt ten przeniósł się do Konga i trwa do dzisiaj? Że około 5 milionów osób zginęło w Kongu ciągu ostatnich lat...
Dlaczego media o tym nie trąbią?
Niemodny temat? Niewygodny? Na jaki skandal trzeba czekać, żeby poruszyć daną tematykę?
Ile jest jeszcze takich sytuacji, o których nie mamy zielonego pojęcia?
Tekst o tej samej tematyce, napisany przez Kapuścińskiego:
http://www.tygodnik.com.pl/apokryf/10/kapuscinski.html
W wielu elementach się pokrywa - w końcu to teksty Kapuścińskiego są dla mnie największą inspiracją. Ale oczywiście porusza wiele istotnych, pominiętych przeze mnie, problemów.