Bardzo się cieszę z w miarę licznego i pozytywnego odzewu (czy to w komentarzach, czy na gadu, czy w rozmowach na żywo) na mój blog.
Dobrze jest wiedzieć, że są osoby, którym chce się to czytać. Naprawdę dobrze :)
Jednak, ja jak to ja, muszę trochę pomarudzić.
Wolę słyszeć "dobrze mówisz", "dobrze wiedzieć", albo "ja to widzę inaczej" niż "Ola, Ty to ale jesteś dobra".
Z jednej strony takie komentarze są bardzo miłe, jednak z drugiej strony trochę mnie przerażają. Bo co się stanie, jeśli wyjdzie na jaw, że ze mnie tak naprawdę jest wredna złośnica i mam sporo za uszami?
Wtedy to co piszę straci sens?
Jeśli Kapuściński w "Cesarzu" opisał Haile Selassie, legendę nie tylko Etiopii ale i całej Afryki oraz ruchu rastafariańskiego, jako nieudolnego władcę, dbającego szczególnie o swój wizerunek i nieefektywnego w działaniach związanych z modernizacją własnego kraju, to mamy przestać uznawać wartości, które głosił? Mamy zapomnieć, że był głosem sumienia Ligii Narodów? Mamy nie przejmować się historią i kulturą Etiopii, bo okazuje się, że na legendzie pojawia się rysa?
Jeśli okaże się, że Kapuściński mocno naginał większość opisów przedstawionych w "Cesarzu", tworząc zafałszowany obraz Etiopii tamtego okresu, to z kolei mam przestać uznawać wartości, które on pochwalał w swoich pracach?
Jeśli okaże się, że żołnierze walczący na Westerplatte, oficerowie, którzy zginęli w Katyniu, czy inni bohaterowie narodowi nie posiadali krystalicznie czystego sumienia, to mamy zapomnieć o ich zasługach?
Według mnie - nie.
To tylko pokazuje, że oni wszyscy byli ludźmi, że każdy może robić coś dobrego.
Nie rozumiem, dlaczego stawiamy wyżej to jaką ktoś jest osobą ponad tym, co próbuje osiągnąć.
Jak to jest, że tak często chcemy wierzyć, że ludzie są idealni?
Zarazem, kiedy okazuje się, że nie, dopada nas rozczarowanie... Albo nie wierzymy.
Przez to tak łatwo eliminuje się ludzi z polityki - bach, powie jedno słowo za dużo - już opinia publiczna jest zbulwersowana, już go nie ma.
Wyciągnie się jakieś stare historie, podłoży kochanka, okaże się, że nie jest wzorem moralności - już go nie ma.
Przez to uczymy się zagrywek, mataczenia, obłudy...
Skrzypczak za nielojalność dostał po łapach.
Bo powiedział prawdę, bo w końcu nadarzyła się okazja do zwrócenia uwagi na problemy.
Nielojalność? Przynajmniej był lojalny swoim zasadom.
I już wyciągane zostają historie na temat jego przeszłości i licznych kochanek...
Pojawiają się próby zepchnięcia tego o czym mówił na drugi plan.
Jako osoba nie wyznająca już żadnej religii, przyznam jedno - Chrystus miał sporo racji: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem."
http://krysztalowy.wrzuta.pl/audio/3zPklCpwFyz/stanislaw_soyka_tolerancja_na_mily_bog
Dążmy do ideału... ale z rozsądkiem.
I nie zapominajmy o tym, że jest nieosiągalny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz