...czyli o tym, jak to Ola kiedyś punkiem była.
Tak, no nigdy nie byłam punkiem z prawdziwego zdarzenia, ale miałam czerwone włosy, kolczyków w uszach w sumie jakieś 20, nosiłam spodnie w kratę...
Bo chciałam być alternatywna. Młodzieńczy bunt. Picie w parkach, bramach, koncerty... używanie tak wielu symboli bez zastanowienia... arafatka, anarchia, Che Guevara, bundeswera i wiele innych, o których akurat w tym momencie nie pamiętam...
Z czasem przestało mi się to podobać, imponować... przestałam widzieć w tym sens.
Dopiero niedawno dotarło do mnie dlaczego.
Bo może to być, tak jak w moim przypadku, niewinne.
Ale poza tym, obserwowałam jak wielu ludzi marnuje sobie życie. I to nie są bezmyślni ludzie - wręcz przeciwnie - osoby o niezwykłych osobowościach, talentach i wrażliwości, które jakoś nie znalazły miejsca dla siebie w innych środowiskach.
Pod pojęciem "marnuje sobie życie" nie mam na myśli tego, że się nie ustabilizują, nie założą rodziny, nie będą mieli wykształcenia... chodzi mi o to, że widzę, jak zamiast zrobić coś konkretnego, co mogłoby zmienić trochę dokoła nich, zanurzają się w imprezach, nałogach...
Gdzie tak naprawdę poprzez swoją bierność i brak konkretnych działań, wspierają system, przeciw któremu w duchu się buntują. Nie myśląc przy tym długoterminowo.
Poza tym taka postawa dostarcza osobom z zewnątrz argumenty do rąk - a bo te ruchy alternatywne, to tylko ochlejusy i nieroby, bez poszanowania wartości.
Jeśli ktoś widzi osobę zakolczykowaną, w arafatce, kolorowych włosach i z tatuażami, nie pomyśli, co to ma symbolizować - taki wygląd wywołuje raczej strach albo drwinę...
Ale no nic to, każdy chciałby czuć się wyjątkowym, stąd potrzeba kreowania własnego wizerunku - to rozumiem. Szkoda tylko, że trochę inne postawy nie są aż tak modne...
I oczywiście nie myślę tu tylko o kulturze punkowej - to zjawisko jest masowe i charakteryzuje znaczną ilość, jeśli nie większość podobnych i też zupełnie odmiennych ruchów. Podałam po prostu przykład mi najbliższy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ciekawe spostrzeżenie.
OdpowiedzUsuńBędę poczytywał twoje słowa... z przyjemnością :)