Bo jakie mamy podstawy do twierdzenia, że jesteśmy lepsi?
U nas nie ma tylu problemów na znaczącą skalę – biedy, wojen... Posiadamy rozwiniętą technologię, gospodarka jako tako funkcjonuje...
Można przestać myśleć.
Niby dlaczego mamy mieć wyrzuty sumienia o to, że mamy lepiej? Przecież dorobiliśmy się tego.
Tak, dorobiliśmy się tego. Ale czyim kosztem?.. Tego wolimy nie wiedzieć.
W szkole uczymy się, że Hitler był zły, wywołał II wojnę światową, a Mussolini mu pomógł.
No pozostałe państwa Europy próbowały temu zapobiec, ale no kurcze... jakieś takie nieudolne były. Ta...
Jest 1935 rok. Faszystowskie Włochy próbują umocnić swoją pozycję w Afryce poprzez inwazję na Etiopię. Francja i Wielka Brytania są z pozoru przyjazne Etiopii. Jednak ze względu na swoją kolonialną ekspansję w Afryce, w zakulisowych rozmowach zajmują takie stanowisko, które równa się zachęcaniu Mussoliniego do agresji. Nawet przy dostawach broni i materiałów strategicznych agresor korzysta z pełnej swobody. Dostawy idą bez przeszkód przez Kanał Sueski. Natomiast ofiara pozbawiona została możliwości sprowadzania zakupionej już broni przez zablokowany przez Francję port Dżibuti.
Sytuację Etiopii w tym czasie można porównać do Polski we wrześniu 39 roku. Pomimo bohaterskiej walki ludności, ze względu na przewagę militarną okupanta, Etiopia ponosi klęskę.
To tak w ogromnym uproszczeniu. Miałby ktoś cierpliwość, żeby przeczytać dłuższy tekst?
Etiopia odzyskała niepodległość po klęsce faszystów w trakcie II wojnny światowej.
Do tej pory 760 300 osób zginęło z powodu włoskiej inwazji. Nie muszę wspominać o stratach materialnych i tak ubogiego kraju.
"Mussolini w 1938 roku zwierzał się Hitlerowi, że gdyby Liga Narodów w momencie wyruszenia Włoch na podbój Etiopii zastosowała sankcje ekonomiczne, musiałby w ciągu tygodnia wycofać się z tego przedsięwzięcia." (Jan Weraksa, Etiopia)
7 dni.
760 300 osób.
Kto dzisiaj o tym mówi?
To tylko jeden z mnóstwa przykładów.
Tak bardzo zależy nam, żeby szanowano naszą historię, ale sami tak rzadko interesujemy się sytuacją innych państw - o ile nie jest z nami bezpośrednio związana.
Dlatego też mam sceptyczny stosunek do patriotyzmu.
Z jednej strony cieszę się, że jestem Polką. My nie posiadaliśmy kolonii. My sami byliśmy kolonią. Walczyliśmy godnie.
Ale co dzisiaj zostało z tych wartości, poza machaniem flagą od czasu do czasu i odgrywaniem pompatycznych scen?
W 2003 roku, po 64 latach od kampanii wrześniowej i po 14 latach od Obrad Okrągłego Stołu, Polska wypowiedziała wojnę Irakowi.
Że też nam nie wstyd...
Dobrze - nie twierdzę, że państwa Trzeciego Świata są idealne i gdyby nie kolonializm i neokolonializm, to na ich terenie dzisiaj funkcjonowałyby ustroje idealne.
Nie twierdzę, że wszyscy patrioci są bezmyślni - wiem, że nie (Rafał, pozdrawiam ;)
Wiem, że są ludzie, którzy próbują coś zmienić, którzy nie udają, że niczego nie widzą...
Ale jestem przekonana, że nie mamy najmniejszej podstawy do twierdzenia, że w jakikolwiek sposób jesteśmy lepsi.
I jeszcze jedno...
"Szermuje się dziś oskarżeniami o globalizm, tymczasem tak naprawdę żyjemy w czasach groźnego antyglobalizmu. Antyglobalizmu, który uznaje problemy świata rozwiniętego za jedynie istotne. Antyglobalizmu, czyli zaniku politycznych i gospodarczych wizji dla całej planety. A bez takiej wizji - o Afryce korzystającej z dobrodziejstw sprawiedliwości globalnej można zapomnieć." (Kapuściński, Czarna niesprawiedliwość)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I znów nie mogę się zgodzić z Kapuścińskim, choć może różnica zdań między nami wynika ze zwyczajnej dewaluacji słów reportera, jaką spowodował upływający czas. Bo w moim odczuciu ruch antyglobalistyczny ratuje kraje trzeciego świata przed utratą tożsamości, czy - mówiąc brutalniej - najazdem jedynej słusznej kultury chrześcijańsko-europejsko-amerykańskiej.
OdpowiedzUsuńSprawiedliwość globalna? A cóż to takiego?
Tak, zgodzę się, że Twoja niezgoda ze słowami Kapuścińskiego wynika z dewaluacji słów (aczkolwiek nie spowodowanej upływającym czasem, gdyż artykuł, z którego zaczerpnęłam cytat napisany został w 2003 roku - myślę, że był to celowy zabieg autora).
OdpowiedzUsuńW mojej opinii Kapuścińskiemu chodziło o antyglobalizm w formie ignorancji w stosunku do państw nieistotnych na arenie międzynarodowej. W tym! właśnie obojętność na najazd jedynie słusznej kultury, zależność gospodarcza, pułapki zadłużeniowe i inne formy neokolonializmu. O to, że globalizacja nie działa w drugą stronę.
Tak, mija to się z powszechnie przyjmowanym znaczeniem słowa "antyglobalizm" - za to daje do myślenia.
Aczkolwiek ja nie zgadzam się z Tobą :)
Globalizacja świata jest czymś koniecznym i nieuniknionym, stricte połączonym z rozwojem.
Jednak ja wolałabym, aby zmiany w krajach "rozwijających się" (które niekoniecznie się rozwijają) następowały w oparciu o poszanowanie międzykulturowe - może chociaż z tym się zgodzimy? :)
Czym jest sprawiedliwość globalna? W moim odczuciu odzwierciedla ją większość postulatów ruchu alterglobalistycznego.
A czymże różni się alterglobalizm od antyglobalizmu, nie licząc kilku pierwszych literek nazwy? To sztuczne różnice; i tak oba ruchy dążą do tych samych rozwiązań.
OdpowiedzUsuńGlobalizacja nie jest niczym nieuniknionym, rozwój nie musi oznaczać ogólnoświatowej ekspansji korporacjonizmu ani wyniszczania słabszych kultur. Problem w tym, jak MY wszyscy na to się zapatrujemy, a obserwując rówieśników, mam czarne myśli. Jak znajdę czas i samozaparcie (komis z matmy wzywa) to rozwinę ten temat u siebie na blogu w jakiejś notce...
Alterglobaliści różnią się tym od antyglobalistów, że antyglobaliści są przeciwni globalizacji. Alterglobaliści są świadomi nieuchronności globalizacji jednak chcą aby odbywała się w innej formie. Oczekują zglobalizowania gospodarki wraz z globalizacją demokracji.
OdpowiedzUsuń"Problem w tym, jak MY wszyscy na to się zapatrujemy, a obserwując rówieśników, mam czarne myśli."
I o to chodzi!