http://www.zss103.poznan.pl/
Na szkolenie dla osób chcących pracować z niepełnosprawnymi poszłam tylko z ciekawości.
I nie żałuję.
Poruszane były między innymi kwestie, które dla mnie wydawały się oczywiste. To, że infrastruktura w Polsce pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o przyjazność osobom niepełnosprawnym albo to, że te osoby mają również potrzeby seksualne.
Jeśli widzimy człowieka bez ręki, to nie jest to trudnym do zrozumienia, że, jak każdy inny, ma swoje potrzeby seksualne. Jednak kiedy widzimy osobę sparaliżowaną, przykutą do łóżka, czy osobę upośledzoną psychicznie, która porusza się pokracznie, ma zeza i ślina cieknie jej z ust, wtedy raczej odczłowieczamy taką osobę - w naszych umysłach często następuje automatyczna segregacja, stereotypowe myślenie, coś jak rasizm, tylko na innym tle.
Pamiętam moje przerażenie, kiedy to przechadzając się nad Wartą, zobaczyłam zjazd dla niepełnosprawnych. Jest tak stromy, że przed oczami miałam wizję osoby na wózku inwalidzkim, która rozpędza się na nim i, o ile nie wywróci się po drodze, hamuje dopiero po wylądowaniu w rzece.
Ja sama nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak znacząca jest kwestia porozumiewania się.
Dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych nr 103 opowiadał o jednym chłopaku. Mariusz jest upośledzony i psychicznie, i fizycznie.
Pewnego dnia zaczął bić się pięściami po głowie - wtedy dali mu rękawiczki ochronne, żeby nie zrobił sobie krzywdy. Dlatego on zaczął walić głową o ścianę - wtedy zabrali go do lekarza.
Okazało się, że ma zapalenie ucha. Straszny ból. On nie znał innego sposobu na zakomunikowanie tego.
Jeden z wielu tego typu problemów.
Mimo to, w tej szkole nie ma smutku i rozpaczy. Panuje radosna atmosfera - ci ludzie potrafią cieszyć się życiem.
Od razu przypomniał mi się fragment książki "Rowerem i pieszo przez czarny ląd", kiedy to autor listów z Afryki, cudowny, niesamowity Kazimierz Nowak opisuje, jak to znalazł się w wiosce trędowatych.
(Przepraszam za ewentualne nieścisłości. Książkę czytałam jakiś czas temu, a nie posiadam własnego egzemplarza.)
Otóż w wiosce tej, mimo tego, że ludzie żyli (czy może umierali) z nadgnitymi kończynami i innymi częściami ciała, nie uświadczył on smutku - wręcz przeciwnie. Wszyscy tam uśmiechali się. Od chorych bił optymizm.
Nowak trafił na moment, gdy jeden z trędowatych żegnał się z życiem i przyjmował ostatni sakrament. Był pełen spokoju.
Ci ludzie bez zbędnego tragizmu przyjmowali życie, cierpienie i śmierć takimi jakie są.
Naturalnie.
Mnie ta postawa zachwyciła.
Wszyscy uczniowie tej szkoły nie mają styczności z naszym światem. Rano zawożeni są specjalnymi autobusami do szkoły, a po szkole zostają w swoich domach.
Separacja.
Nasze społeczeństwo nie jest przygotowane na przyjęcie osób niepełnosprawnych - i jest to uzasadnione. Nie dość, że nie wiemy jak mamy się obchodzić z takimi osobami, to nie mamy odpowiedniej infrastruktury.
-Moje dziecko również jest niepełnosprawne...
-Proszę mnie nie obrażać!
?
Pamiętam, kiedy w Austrii zwróciłam uwagę na osobę na wózku inwalidzkim, korzystającą z basenu. Dwie rzeczy były dla mnie nowością:
1. To, że nie było żadnego problemu związanego z jej obecnością.
2. To, że tylko mnie ze wszystkich obecnych na basenie to dziwiło.
Bardzo żałuję, że jesteśmy aż tak odcięci od osób niepełnosprawnych.
Moglibyśmy wiele się od nich nauczyć.
http://marekartplay.wrzuta.pl/audio/2EarFXawGqA/marian_opania_-_chce_byc_pomylony
edit.
Zapomniałam o bardzo istotnej rzeczy.
Potrzeby osób niepełnosprawnych są potrzebami przeciętnego człowieka, co jest często trudne do uświadomienia, nie tylko jeśli chodzi o kwestię seksualności. Do tego dochodzi potrzeba poczucia bezpieczeństwa, miłości, kontaktu, ale i potrzeba opiekowania się innymi - potrzeba bycia potrzebnym.
Będziesz przyszłą Matką Teresą.
OdpowiedzUsuńJa Ci to przepowiadam.
Coś chyba leży w specyfice naszego kraju. Do kształtowania wizerunku osoby niepełnosprawnej jako pozbawionej wszelkich praw i potrzeb przyczyniają się same władze (zwłaszcza ZUS), bo jak inaczej zinterpretować grubiańskie zachowanie i odzywki wobec dziewczyny, która stara się o utrzymanie renty rodzinnej? Ta osoba ma problemy z chodzeniem, z rękoma, a mimo wszystko urzędnicy stwierdzają, że jest ona zdolna do utrzymania samej siebie. Oczywiście, tylkko gdzie ona tę prace znajdzie? Kto jej pomoże? Przecież gdyby mogła podjąć się jakiejś pracy z chęcią by to zrobiła. To już nie problem urzędnika. Przychodząc do pracy(i nie tylko urzędnicy)stajemy się wyzutymi z uczuć maszynkami. Nic ponadto nas nie obchodzi. Dlatego, niestety, to nie władze, ale społeczeństwo i sami ludzie niepełnosprawni muszą domagać się praw oraz zrozumienia i o nie walczyć. Więcej zrozumienia i empatii dla drugiego człowieka!
OdpowiedzUsuń